×

Życie na kartonach, czyli syndrom wyczekiwania na idealne mieszkanie. Jak przetrwać remont i nie zwariować?

Długo myślałam o tym, jaki powinien być mój pierwszy artykuł na bloga. Chciałam, żeby był perfekcyjny, oryginalny i oczywiście autorski tak bardzo, że niczego podobnego w Internecie nie znajdziecie 😉 Wpadłam w tę pułapkę jak śliwka w kompot! A potem pomyślałam, że tak samo jest, kiedy urządzamy pierwsze wymarzone mieszkanie lub dom. Chcemy, żeby było idealnie, tak żeby na wejściu goście zachwycali się: „Och! Jak tu pięknie!”. A często rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Odkłada się wykończenie domu na później, bo ważniejsza jest rekuperacja, elewacja albo ocieplenie, a o samym wnętrzu myślimy na końcu, ponieważ budżet nieubłaganie się kurczy.

Dlatego czasami Klienci zgłaszają się do mnie po kilku latach od rozpoczęcia budowy, gdy te „grubsze” prace zostały już wykonane i w końcu nadszedł czas na środek, prawdziwe serce tego domu. Oczywiście sytuacje są różne, bo bywa i tak, że ludzie remontują domy i mieszkania od razu, w całości i bez odkładania na potem – ale dzisiaj nie o takich przypadkach mówimy.

Syndrom wyczekiwania na idealne wnętrze to zguba.

Uważam, że możemy celebrować kupienie Monstery, Strelicji czy innego zielonego, żywego elementu, który ukoi nasze serce i doda nadziei w tym całym rozgardiaszu już teraz. Tak samo zakupy pięknej pościeli, nawet jeśli jeszcze śpimy na materacu leżącym bezpośrednio na podłodze, czy wieczór przy zapachowych świecach, kiedy brakuje jeszcze docelowego oświetlenia. Te momenty są warte zapamiętania. Dobrze do nich wrócić, kiedy dom jest już wykończony na „tip-top” i złapie nas nostalgia: „A pamiętasz, jak jeszcze nie było drzwi do łazienki, tylko mieliśmy zawieszoną folię w przejściu…?”.

Chciałabym oprzeć dzisiejszy artykuł na przykładzie mieszkania, które miałam okazję projektować, jest to mieszkanie moich przyjaciół.

Jak możecie zobaczyć na zdjęciach, dość skomplikowanym procesem było chociażby precyzyjne dobieranie płyt meblowych do nowej kuchni, gdzie każdy odcień i faktura miały ogromne znaczenie. Podobnie było z salonem, gdzie spędziliśmy długie godziny, testując i dobierając na ścianę idealny kolor białej farby, która w zależności od światła potrafiła całkowicie zmienić swoje oblicze. W takich momentach dobrze mieć obok kogoś z chłodną głową, dlatego jeśli kiedyś sami utknięcie w labiryncie odcieni bieli czy wzorników, w Holka Studio zawsze chętnie pomagam okiełznać te małe-wielkie dylematy i poukładać je w spójny projekt.

Nie zapomnę, jak pomagałam im w przeprowadzce do nowego mieszkania, nie było tam nic oprócz tynku na ścianach i wylanej posadzki.

Dosłownie siedzieliśmy na podłodze, na kartonach, jedliśmy pizzę i… cieszyliśmy się, że szykuje się nowe, a to, co jest, już daje powód do radości. Moim przyjaciołom wykończenie mieszkania pod klucz zajęło około 3 lata. Nie raz mieli powód ku temu, żeby świętować bez podłogi i bez zamontowanych listew przypodłogowych. Co ciekawe, niby remont się zakończył, ale do dzisiaj to mieszkanie ewoluuje. Zmienia się równolegle do zmian życiowych moich przyjaciół, ich gustu, upodobań i preferencji.

Dlatego przekonanie o tym, że kiedyś remont definitywnie się skończy, to z jednej strony racja – te podstawowe, duże rzeczy (jak podłoga, drzwi, zabudowy meblowe) zostaną wykonane i posłużą na lata. Kiedy ten najtrudniejszy, techniczny etap dobiega końca, przychodzi wreszcie moment na wielką ulgę i dumę – rzućcie okiem na te kadry z sesji zdjęciowej, którą zrobiliśmy tuż po zakończeniu generalnej fazy remontu, gdy wszystko lśniło nowością i czystością. Z drugiej strony jednak zawsze znajdzie się powód, żeby dokupić inną poszewkę na poduszkę czy wymienić krzesła na ładniejsze.

Moim zdaniem nie powinniśmy odmawiać sobie szczęścia z powodu niedokończonego remontu, braku firanek czy braku kuchni na wymiar.

Często wpadamy w pułapkę perfekcjonizmu, a zwykła codzienność nie ma z nim nic wspólnego. Żeby przetrwać czas remontu, warto skupić się na małych rzeczach, które dodadzą przytulności w jeszcze nie zaaranżowanym wnętrzu. Lepiej wypić kawę na niewykończonym tarasie w towarzystwie ulubionych osób, niż nie pić jej wcale i narzekać, że musi minąć „x” lat, zanim kogoś zaproszę i wtedy dopiero będę szczęśliwy/a. Polecam bycie szczęśliwym w teraźniejszości – bez tarasu, a może nawet bez własnego mieszkania. 🙂

To, że czujemy, iż życie na kartonach to coś tymczasowego, nie znaczy, że mamy umniejszać wartość tych chwil i całego naszego życia. Pięknie byłoby odnaleźć radość w tym, co jest teraz, w tym, co niedokończone. Odnaleźć radość w procesie, który będzie trwał i trwał… ale jednak to w zasadzie niesamowite, że w ogóle jest (ten proces, ten dom, mieszkanie) i że możemy spełniać marzenia.

Na samym końcu artykułu czekają na Was kadry przedstawiające obecny stan mieszkania – to, jak wygląda dziś, w 2026 roku. Zobaczycie na nich te wszystkie drobne detale i dodatki, które nieustannie krążą, zmieniają swoje miejsca, mieszkanie jest pełne autentycznych znaków życia, z obrazkami na ścianach, zapełnionymi półeczkami. Ta przestrzeń oddycha i ewoluuje dokładnie tak samo, jak żyjący w niej moi przyjaciele.

Jeśli planujecie urządzać własne cztery kąty i chcecie przejść przez ten cały proces ze spokojną głową, zapraszam Was do powrotów na bloga po kolejną dawkę inspiracji, a jeśli czujecie, że potrzebujecie profesjonalnego, uszytego na miarę projektu, zapraszam do Holka studio.